Odkąd sama zostałam mamą, świat wygląda dla mnie trochę inaczej. Macierzyństwo zmieniło mnie jako psychologa bardziej niż wszystkie szkolenia razem wzięte. Zyskałam nową perspektywę i dystans, dzięki któremu łatwiej mi dojrzeć to, co najważniejsze.
Zaczęłam jeszcze lepiej rozumieć innych rodziców – ich radości, wyrzuty sumienia, zmęczenie i to nieustanne zastanawianie się: „Czy robię wystarczająco dużo?”. Wiem, jak to jest, gdy dziecko nie chce się ubrać ani wyjść z domu, a Ty spóźniasz się do pracy. Wiem, że cisza w domu zwiastuje kłopoty (lub genialne pomysły!), a zimna kawa też potrafi smakować. Wiem też, że zdecydowana większość rodziców daje z siebie wszystko i kocha swoje dzieci najlepiej, jak potrafi.
Rodzicielstwo przypomina mi, że nie trzeba być idealnym. Trzeba po prostu być. To wystarczy.
Najbardziej w swojej pracy lubię moment, w którym dziecko przestaje myśleć, że jest na spotkaniu z psychologiem. Zaczyna się śmiać, bawić, opowiadać i pytać.
To znak, że udało się zbudować zaufanie – absolutną podstawę każdej relacji. Cały czas się uczę (z książek, szkoleń, nowych metod), ale największą lekcję dają mi dzieci i rodzice, których spotykam każdego dnia. Każda historia przypomina mi, że psychologia nie polega na dawaniu gotowych odpowiedzi. Polega na uważnym słuchaniu.